\documentclass[a4paper,12pt]{article}
\usepackage{polski}
\usepackage{indentfirst}
\usepackage[latin2]{inputenc}
\usepackage[colorlinks,urlcolor=blue,linkcolor=black]{hyperref}
\usepackage{anysize}
\marginsize{2.5cm}{2.5cm}{3cm}{3cm}

\widowpenalty	10000
\clubpenalty	10000
\brokenpenalty	10000
\sloppy

\newcommand{\wersaliki}{% -- z art. ,,TeXnologia a typografia''
	\newbox\Abox
	\newdimen\Aspacja
	\setbox\Abox=\hbox{A}
	\Aspacja=\wd\Abox
	\spaceskip \Aspacja plus .25em minus .1em
}

\hypersetup{
	pdftitle={Przebudź się ku prawdziwej jaźni},
	pdfauthor={Harada Tangen Rosh, tłumaczenie Czcigodny Nyogen Nowak},
	pdfcreator={mahajana.net},
}

\setcounter{secnumdepth}{0}

\begin{document}
\begin{center}
	{\Huge {\wersaliki PRZEBUDŹ SIĘ\\ KU PRAWDZIWEJ JAŹNI}\footnote
		{Fragment rozmowy z~Haradą Tangenem-roshim w~świątyni
		Bukkokuji, opublikowany przez Takashi Aoyamę w~miesięczniku
		,,Kongetsu no Tera'', w~lipcu 1984 r. Wszystkie przypisy
		zostały dodane przez tłumacza, Belendy Attawaya za zgodą
		roshiego.}
	}
	

	\bigskip
	{\Large Daisetsu Harada Tangen Roshi}\par
	\bigskip
	{tłumaczenie: \textbf{Czcigodny Nyogen Nowak}}\par

	\addvspace{3\baselineskip}
	Skład wykonano w~programie \LaTeXe\\
	Tekst jest dostępny pod adresem \href{http://mahajana.net}{mahajana.net}
\end{center}
\addvspace{4\baselineskip}

\section{,,Bądź jak krzesło''}


Zdarzyło się to, gdy miałem siedemnaście lat. Miałem szczęście
przeczytać książkę ,,Inshitsu-roku'', napisaną przez profesora
En-ryohana, wybitnego uczonego z~czasów dynastii Ming. Jest to
księga porad, które profesor zebrał dla swojego syna Tenkeia.


Termin \textit{inshitsu} oznacza zdeterminowanie własnego losu
bez zdawania sobie z~tego sprawy. Czyli że wszystkie blaski
i~cienie, wzloty i~upadki~--- które przytrafiają się komuś~--- są
w~sposób naturalny, bez jego wiedzy określone przez jego przeszłe
czyny, cnotę i~wady.


W~trakcie uważnego czytania tej książki, uświadomiłem sobie,
że istnieje ścieżka, którą należy podążać, a~więc zdecydowałem
się nią iść.


W~książce tej profesor En doszedł do głębokiej wiary
w~karmiczną zapłatę dzięki wróżbicie o~imieniu Ko. Spotkał on potem
mistrza zen, Unkoku, który wpoił mu przekonanie, iż karma jest
tylko jedną stroną medalu. Pisze on zatem do swojego syna
Tenkeia, że można przyjąć odpowiedzialność za budowę własnego
świata. Nie chodzi o~spędzanie życia według z~góry ustalonego
schematu, polega to raczej na tym, że do celu, choćby tylko
o~krok, można się zbliżyć dzięki cnocie samych wysiłków.


Od dzieciństwa, poszukując czegoś, byłem zbuntowanym
i~niespokojnym młodzieńcem. W~gimnazjum żywiłem przekonanie, że
nigdy nie dano mi możliwości zrozumienia przyczyny, dla której
żyję. Buddyjscy kapłani zbytnio mnie nie obchodzili. Wyobrażałem
sobie, że noszą śmieszne stroje, opowiadają wiele nonsensów
i~wiodą wygodne i~łatwe życie.


Ale ta książka zwracała się do tego ,,czegoś'', czego
poszukiwałem od dzieciństwa i~zaskoczyło mnie, iż lekcja ta
wyszła od kapłana. Chociaż ,,Inshitsu-roku'' jest zasadniczo
napisane w~duchu konfucjańskim, nie buddyjskim, tym, kto jasno
wskazał drogę, był mistrz zen. Nawiasem mówiąc, człowiek, który
przełożył tę książkę, Harada Sogaku-roshi pięć lat później został
moim nauczycielem zen.


Kiedy miałem osiemnaście czy dziewiętnaście lat, zdecydowałem
stać się jak krzesło. Bowiem krzesło nie odmawia służenia nikomu:
po prostu dba o~tego, kto na nim siedzi i~pozwala odpocząć jego
nogom. Gdy spełni już swe zadanie, nikt wstając, nie dziękuje mu
ani nie okazuje specjalnych uprzejmości. Usuwa je raczej z~drogi.
Co więcej krzesło nie skarży się, nie użala ani nie żywi urazy,
przyjmując po prostu to, co się zdarza. Gdy ma wykonać zadanie,
wkłada w~to całą energię, nie stawiając żadnych warunków.
Myślałem: ,,Czy nie byłoby wspaniale mieć takie serce?''.


Na dużej kartce papieru napisałem: ,,Bądź jak krzesło'',
i~codziennie odnotowywałem, jak daleko się posunąłem. Jeśli
odczułem choć cień niezadowolenia, uważałem to za kłopotliwy stan
krzesła. Rozważałem, w~jakim stopniu jestem użyteczny dla innych.
Krzesło nie przewraca się na siedzącego, czyż nie?


Było to pożyteczne, ponieważ gdy tylko mogłem, przedkładałem
innych nad siebie. Działania te nie były wcale wymuszone lub
nienaturalne, wyrastały z~samego życia i~były miłe oraz
pozbawione bólu.


W~czasie gdy to praktykowałem, udałem się na górę Kinpoku.
Jest to mała góra na przełęczy Jukkoku w~miejscowości Yugawara.
W~dniu wspinaczki nie myślałem o~niczym innym, tylko o~swoim
egoizmie. Roniąc łzy wciąż zastanawiałem się i~ubolewałem ,,Nie
jestem dobry, nie jestem dobry''. Podczas trzydziestominutowej
wspinaczki górskim szlakiem, na płaskim szczycie góry zobaczyłem
duży kamienny posąg. Gdybym ujrzał go dziś, wiedziałbym, co to
jest, lecz wówczas nie miałem pojęcia. Wzdłuż szlaku było wiele
figur Bodhisattwy Kannon, myślę więc, że być może, był to posąg
Buddy Siakjamuniego. W~tamtych czasach nie wiedziałem nic
o~buddyzmie ani o~oddawaniu czci jego założycielowi. Miałem jednak
wyryte w~pamięci zasady szkoły przygotowawczej profesora Shoin
Yoshidy\footnote
	{Szkoła przygotowawcza Shoin Yoshidy przyciągnęła wielu
	spośród najbardziej błyskotliwej i~idealistycznie nastawionej
	młodzieży w~końcowym okresie Tokugawa. Niektórzy z~tych
	uczniów stali się później słynnymi politycznymi przywódcami,
	przyczyniając się do restauracji cesarstwa Meiji
	w~1868~r.}
i~zacząłem je śpiewać. Poprzez śpiew musiałem wejść w~czystszy stan
umysłu.


Wszedłem na przeciwległe zbocze góry, które kończyło się
przepaścią. W~dole rozciągała się dolina, a~poza nią Ocean
Spokojny. Z~boku mogłem ujrzeć faliste wzgórza półwyspu Izu.
Oszołomiony górskim pejzażem, owiany wiatrem z~doliny, czułem
jakbym się powiększał i~rozrastał.


Patrząc wstecz można powiedzieć, iż doświadczyłem
rzeczywistości bycia jednym i~otoczony opieką przez wszystkie
rzeczy tego świata, odkryłem sens życia, które zostało mi dane.
Lecz wówczas czułem po prostu, że się powiększam i~jestem
chroniony zewsząd. W~tamtej chwili nie panowałem już nad sobą
i~wielkim głosem wykrzyczałem swoje imię, siedem czy osiem razy,
w~bezkresną dal.


Wciąż jednak nie mogłem się uspokoić i~nagle pobiegłem w~dół
górską ścieżką. Zbieganie górskim szlakiem jest ryzykowne, lecz
dobiegłem bezpiecznie aż do stacji Atami. Stało się tak, jakbym
zbiegł w~jednej chwili. Ponieważ nikt nie znał wówczas stanu mego
umysłu, gdybym się potknął i~spadł w~dolinę, wszyscy zapewne
myśleliby, że popełniłem samobójstwo.\footnote
	{Zapytany, czy można by to doświadczenie określić jako
	kensho, roshi odpowiedział, że nie było to kensho, ale można
	by to nazwać \textit{kangi}. Słowo kangi składa się z~dwóch
	znaków, obydwa oznaczają ,,radość'' lub ,,szczęście''. Roshi
	określił to jako ,,głęboko zadowolony, żywy''.


	Kiedy wskazano widoczną łatwość tego pierwszego
	doświadczenia, które zdarzyło się bez przechodzenia przez
	rygory formalnych przygotowań, roshi wyjaśnił, że wpływ na to
	musiało mieć jego dzieciństwo. Matkę stracił przy swoich
	narodzinach i~nie wychowywał się w~sprzyjających warunkach.
	Gdy traci się matkę, ostoję bezpieczeństwa większości dzieci,
	poszukuje się wtedy jakiegoś innego oparcia. Miał on bardzo
	smutne dzieciństwo i~od najmłodszych lat był bardzo
	wrażliwy.


	Kiedy wspomniano, że lektura tego wywiadu może zniechęcić
	tych, którym podobne doświadczenia nie przychodzą łatwo,
	roshi zaśmiał się i~powiedział, że była to tylko
	przyjacielska pogawędka przy ciastkach i~herbacie i~cokolwiek
	by z~tego wynikło, nie było to zaplanowane. Intensywne
	ćwiczenia w~różnych niesprzyjających warunkach, włączając
	w~to kilka lat ciężkiej choroby, nie zostały wspomniane w~tej
	rozmowie.}


Wydawało mi się, że będę często powracał, żeby oddać cześć tej
drogiej, kochanej górze, lecz ani razu tego nie
uczyniłem.\footnote
	{Pod wpływem tego wywiadu roshi powrócił na górę Kinpoku.
	Przybył tam w~swoje 60.~urodziny, chwili szczególnie ważnej dla
	człowieka wyrosłego w~kulturze japońskiej. Po powrocie do
	świątyni, roshi z~wielką radością i~entuzjastycznie opowiadał
	o~dwóch rzeczach. Był on zdziwiony, jak dużo czasu zajęło mu
	wejście na górę, w~porównaniu z~okresem sprzed 42~lat oraz był
	zafascynowany pięknym kwiatem, który ujrzał na szczycie.}


Od tego momentu moim oczom ukazał się świat jasny i~zmieniony.
Przez dwa lub trzy miesiące po tym doświadczeniu, wszystko aż do
małych kamyków wzdłuż drogi olśniewająco błyszczało. To bliskie,
przyjazne życie. Dobrze pamiętam, jak wypełniła mnie świadomość
bycia jednym z~otaczającym mnie życiem. W~tym czasie nadal nie
wiedziałem nic o~zazen, lecz ściany, które oddzielały mnie od
innych, runęły. Moje życie stało się światem pozbawionym różnic.
Czułem, że mógłbym nawet pogawędzić z~ćwierkającymi wróblami.
Później, gdy rozpocząłem zazen, potrafiłem przyjąć nauki mojego
mistrza, których poszukiwałem od dzieciństwa, z~całkowicie
otwartym i~chłonnym umysłem.


Bez teoretycznego rozumienia i~bez umiejętności wyjaśnienia,
co zaszło, wstąpiłem w~nurt radości życia i~od tamtej pory
zdecydowałem się poświęcić życie spłacaniu długu wdzięczności.
Ponieważ była wojna, poczułem, że jedyną rzeczą, którą mogę
zrobić natychmiast, to przy pierwszej sposobności wystawić się na
kule. Natchniony duchem pomagania innym, wstąpiłem do
armii.\footnote
	{Zapytany, czy udałby się teraz na wojnę ,,natchniony
	duchem pomagania innym'', roshi natychmiast odpowiedział:
	,,Nie. Jestem zdecydowanie przeciwny wojnie''. Roshi
	powiedział, że po rozpoczęciu praktyki zrozumiał, że wszyscy
	ludzie są braćmi i~siostrami i~,,nawet jeśli mają cię zabić,
	ty nie zabijesz''.}


Od początku byłem zdecydowany na śmierć. Czułem, jak każdy
wówczas, że najbardziej naturalne jest oddać swoje życie na
wojnie. Jednak, choć wielokrotnie znajdowałem się w~groźnych
sytuacjach, włączając w~to rok, który spędziłem jako jeniec
wojenny, zawsze cudem udawało mi się umknąć
niebezpieczeństwu.


Od tego czasu, niezależnie, czy moje czyny były docenione
przez tych, którzy znajdowali się dokoła mnie, cały swój wysiłek
wkładałem w~to, żeby stawać się coraz to mocniejszym. Wtedy to
w~21~roku Showa (1946) rozpocząłem praktykę zen jako człowiek
świecki, a~w 24~roku Showa (1949) zostałem wyświęcony na
kapłana.

\section{Czym jest budda?}


Jedną z~najistotniejszych rzeczy w~buddyjskich sutrach jest
,,przyjęcie schronienia'', po japońsku \textit{namu}. To
przyjmowanie schronienia w~Trzech Klejnotach~--- Buddzie, Dharmie
i~Sandze~--- tworzy podstawę wszystkich wskazań. Przyjęcie
Potrójnego Schronienia jest wejściem do świata buddy.


Sanskrycki termin \textit{namu} i~chińskie słowo \textit{kie}
wyrażają ducha i~oznaczają powrót do naszego prawdziwego domu. By
powrócić naprawdę do domu w~duchu \textit{kie}, należy zaufać sobie
i~pozbyć się ciała i~umysłu, które dotąd nazywało się ,,mną''.
Jeśli istnieje ta rzecz, którą traktujemy jako ,,ja'', wówczas
namu oznacza rezygnację z~tego wszystkiego przez wzgląd na
prawdę. Sanskryckie \textit{namu} i~chińskie \textit{kie} są
wyrażeniami, które oznaczają pokładanie bezgranicznej ufności
ciała i~duszy w~buddzie.


Jeśli więc śpiewamy \textit{Namu kie butsu}~--- "Znajduję
schronienie w~buddzie", cóż rozumiemy poprzez buddę? Czym jest
budda? Oto pytanie, na które praktykujący musi odpowiedzieć.


Jeśli nie jesteśmy wyraźnie świadomi rzeczywistości buddy jako
oświeconej istoty, która całkowicie do końca wszystko odrzuciła,
nie możemy naprawdę pozbyć się siebie. Pytanie więc brzmi: Jako
kogo, jako co, lub w~jakiej postaci ma się znaleźć buddę?


Przede wszystkim, czy rzeczywiście istnieje na tym świecie
prawda, dla której mógłbyś się wszystkiego pozbyć? Jeśli tak
jest, myślę, że mógłbyś dla niej zrezygnować ze wszystkiego. Idąc
dalej, jeśli ta prawda zdarzy się być rzeczą, której najbardziej
poszukujesz, tym chętniej oddasz dla niej wszystko. Wreszcie
można powiedzieć, że najżarliwiej pragniemy posiąść wszystko bez
wyjątku na własność. Jeśli ta prawda jest tak wszechogarniająca,
wówczas nie zawahacie się wszystko dla niej porzucić.


Nasze pragnienia nie są takie, że możemy powiedzieć: ,,O, już
wystarczy''. Jesteśmy nienasyceni. Nie będziemy w~pełni
zaspokojeni dopóty, dopóki nie spełnimy wszystkich pragnień aż do
końca. Kilka łagodnie usposobionych dusz może działać z~rezerwą
i~zdecydować, że mają dosyć. Gdyby jednak zapytać je: ,,Czy to
naprawdę wystarczy?''~--- prawdopodobnie odrzekną: ,,Cóż, jeśli
możliwe to jeszcze troszeczkę''. Jednak jeśli wiesz, że
niezależnie od tego, czego szukasz, każde twe życzenie zostanie
spełnione, chętnie wyrzekniesz się całej swej jaźni. Jeśli
wszystko, czego szukasz, jest twoje, czyż nie będzie właściwe
powiedzieć, że nie ma straty?


Gdyby zapytać dziecko o~nazwę najcenniejszej rzeczy, odpowie,
że jest to ,,życie''. To świadomość życia. Jeśli istnieje życie,
którego nie można stracić na zawsze, chętnie oddasz za nie
wszystko. A~potem istnieje bogactwo materialne. Jeśli zwykłe
pragnienie czegoś zostaje spełnione, czemu miałbyś wahać się
cokolwiek porzucić. Wreszcie, jeśli wiesz, że uwolnisz się od
wszystkich ograniczeń, by żyć w~doskonałej wolności,
powiedziałbym, że słuszne jest oddać za to wszystko.


Jeśli możesz spełnić te trzy warunki, wierzę, że będziesz
gotów odrzucić swe małe ja. Możemy powiedzieć, że to, co zwiemy
buddą jest samo w~sobie doskonałym ucieleśnieniem życia,
bogactwem i~wolnością. Wieczne życie jako własność, całkowita
wolność we wszystkim, posiadanie wszelkiej prawdy tego świata~---
jeśli wiecie, że to jest budda, serce, które sobie ufa, nie może
być niezdecydowane.

\section{Teraz, tutaj}


Jeśli zbadacie siebie, przekonacie się, że czegoś wam brakuje.
Lub jeśli nawet czujecie się teraz zaspokojeni, żyjecie w~obawie,
że to zadowolenie ulotni się. Czujecie, że po prostu musicie
znaleźć coś bardziej stałego. Wtedy istnienie buddy może się wam
ujawnić.


Chociaż umysł buddy różnie się objawia poprzez indywidualne
talenty i~zdolności, budda jest teraz, tutaj. Lecz gdzie jest
,,tutaj''? Jeden mistrz odpowiedział na to: ,,Napij się
herbaty''. Inny stwierdził: ,,Jaka ładna dziś pogoda''.


To za czym tęsknimy jest już rzeczą w~pełni obecną i~bliską.
Nasi starożytni nauczyciele, zgodnie z~dostępnymi sobie
okolicznościami zawsze ukazywali, że budda jest tutaj, teraz.


A~więc skupiamy się na tym, co jest teraz, tutaj.


Podczas gdy to, czego szukacie jest teraz i~tutaj, nawykowo
myślicie o~tym, jako o~czymś, co jest poza wami, a~więc,
poszukujecie i~poszukujecie na próżno. To, czego szukacie jest
już całkowicie i~zupełnie wasze. Jest to bez granic. Jesteście
panem tego życia. Jeśli szczerze przyjmujecie schronienie
(\textit{namu}) tutaj i~teraz, odnajdziecie siebie w~tym, co
najbardziej bezpieczne, do czego serce najżarliwiej tęskni~---
w~czystej naturze buddy.

\section{Praktyka ichi tantei}


Być może zastanawiacie się, czy czasami nie praktykujemy zazen
w~pogoni za czymś, czego najbardziej pragniemy. Nie, nie jest
tak. Praktykowanie zazen jest buddą. Praktykowanie zazen jest już
pełnym wyrazem natury buddy.


Szybko dajemy pochwycić się kształtom rzeczy, gotowi poddać
się sugestiom innych. Jest tak, że jeśli wam mówią: ,,Hej,
praktykowanie zazen jest buddą'', łatwo odpowiecie ,,Tak,
praktykowanie zazen jest buddą, no nie?''.


W~tym wypadku muszę powiedzieć: ,,Nie, mylicie się''.


Na zebraniu w~ośrodku buddystów Czystej Krainy w~Kioto, główny
kapłan wygłosił kazanie, w~którym powiedział: ,,Właśnie tak jak
jest, właśnie to jest zbawieniem. Zbawienie jest tym''.


Jeden z~wyznawców odpowiedział na to: ,,Właśnie tak jak jest,
jest to zbawieniem, czyż nie?''.


Kapłan odparł: ,,Jesteś w~błędzie'' i~kontynuował wyjaśnianie
dharmy ponownie dochodząc do stwierdzenia: ,,Rozumiecie? Właśnie
tak jak jest, jest to zbawieniem''.


Inny uczestnik powtórzył jego słowa: ,,Właśnie tak jak jest, jest
to zbawieniem?''.


,,Nie''.


Wszyscy byli zbici z~tropu. Kapłan kontynuował mowę.
,,Słuchajcie uważnie. Dobrze? Właśnie tak jak jest, jest to
zbawieniem''~--- powtarzał wielokrotnie.


Na to jeden z~wiernych w~zgromadzeniu krzyknął~--- ,,Dziękuję''
i~uczynił głęboki pokłon. Kapłan w~odpowiedzi pokiwał głową.
,,Dobrze''~--- powiedział i~zakończył mowę.


Krótko mówiąc, jeśli ktoś w~słowach szuka zbawienia, które
jest właśnie takie, zaprzecza temu. Zazen jest właśnie takie. Gdy
praktykuje się zazen, rzecz zwana jaźnią w~ogóle się nie
ujawnia.


Ciekawie jest obserwować, jak wielka istnieje rozbieżność
pomiędzy teoretycznym rozumieniem a~samą prawdą. Weźmy na
przykład kluskę; bez spróbowania, każdy opis, niezależnie od tego
jak dokładny, da tylko przybliżone pojęcie o~jej smaku, lecz
nigdy nie odda go w~pełni. W~zależności od tego, co jemy, nasze
doznania smakowe, jak sądzę, mogą się różnić, ale istota jest
zawsze taka sama.


Rzeczywistość prawdziwego smakowania tej kluski jest taka
sama, niezależnie od tego, czy jecie ją po raz pierwszy, czy też
jesteście smakoszami klusek. Zen jest właśnie taki.


Od pierwszego siedzenia możecie całkowicie doświadczyć smaku
zen.


Na tysiąc ludzi, którzy zdecydują się siedzieć, przypada
tysiąc motywów i~rozpiętość aspiracji od bardzo skromnych po
niezwykle wysokie. Jednak zasadniczą rzeczą jest przebudzenie ku
prawdzie, ku Prawdziwej Jaźni. Ta Prawdziwa Jaźń jest najwyższa
i~niezastąpiona i~możemy nazwać ją buddą.


Oczywiście, prawdziwe ja nie jest tym, które zwykle wywołujemy
w~naszych głowach i~zwyczajowo uważamy za ,,ja''. Prawdziwego ja
nie można pochwycić, zobaczyć czy też mówić o~nim. Główną rzeczą
jest więc stać się po prostu świadomym swego ja.


Możemy mówić o~etapach w~procesie dochodzenia do samowiedzy
i~powiedzieć, że sytuacja dojrzała. Istnieje etap nieprzebudzenia,
etap, w~trakcie którego dochodzimy do wiedzy o~istnieniu tej
rzeczywistości, etap, kiedy wierzy się, a~zatem świadomie
utrzymuje pełną przytomność, i~wreszcie etap, w~którym zostaje
się przebudzonym.


Istnieje wyrażenie \textit{ichi tantei}. TERAZ. TERAZ. Oto jest
\textit{ichi tantei}. Nauczyciel jest tym, który jasno ukazuje to
uczniowi. ,,Rzeczywistość nie leży poza miejscem, z~dala od
właśnie teraz i~tutaj. TERAZ. TUTAJ. Nie bądźcie niedbali.
Miejcie się na baczności''. Nauczyciel wskazuje ścieżkę,
bezpośredni kierunek na najodpowiedniejszej drodze dla każdego
ucznia.


Tak pokierowany uczeń może praktykować najcenniejszą prostą
ścieżkę.


By zachować tego ducha praktyki i~uczynić tantei stałym, uczeń
szczerze pracuje, po to, żeby wszystko w~jego codziennym życiu
stało się tą praktyką, poszukiwaniem jego prawdziwej tożsamości;
wtedy wszystko staje się zazen. Oto, co znaczy być prawdziwie
żywym.


Gdy ktoś osadzi się w~\textit{ichi tantei}, niezależnie od
pracy, którą musi wykonać na tym świecie, skuteczność jego
działania wzrasta. Jest tak, ponieważ jego praktyka staje się
niezależna od tego, co robi, stąd też nie pojawia się
roztargnienie. Zatem w~każdych okolicznościach jego sprawność
staje się coraz większa.


Zaczyna on nawet dziwić się, czemu ten świat tak dba o~niego.
Życie w~takiej prawdzie jest cudowne!

\section{Wielki Umysł, Radosny Umysł, Rodzicielski Umysł}


Całkowicie objęty i~wspomagany przez cały wszechświat, jesteś
jak góry, jak morza, jak wielkie niebo, które nie zna granic.
Wspaniały, wielki bezmiar jest waszym własnym umysłem, ,,Wielkim
Umysłem''. By przebudzić się ku temu Wielkiemu Umysłowi, róbcie
wszystko, cokolwiek by to było, całym sercem. Jeśli czynicie to
z~całą mocą, ten świat niechybnie się wam objawi. Ta mała twarda
bryła ,,ja'' rozpuści się i~w sposób nieunikniony przebudzicie
się ku Wielkiemu Umysłowi.


,,Radosny Umysł'' jest umysłem, który czuje wyłącznie
wdzięczność. Nie polega to na odczuwaniu wdzięczności, kiedy
oczekuje się od was bycia wdzięcznym, lecz raczej na tym, że nie
możecie powstrzymać się od uczucia wdzięczności. Czujecie się nią
przepełnieni~--- tryska z~was radość. A~więc z~tej bezmiernej
radości powstaje dobroć zrodzona z~całkowitego wyczerpania się
małej jaźni i~następuje zlanie się w~jedno z~innym. Oto
,,Rodzicielski Umysł''. Jeśli Wielki Umysł, Radosny Umysł
i~Rodzicielski Umysł złączą się w~jedną całość, właśnie to, samo
w~sobie, jest Umysłem Bodhisattwy.


I~czyż nie jest to podstawą całego wychowania naszych dzieci?
W~ten sposób Budda Siakjamuni i~patriarchowie uczą podstaw
edukacji. Każde dziecko od samego początku jest mistrzem
Wielkiego Umysłu. Jeśli jego serce zachęcane jest do rozkwitu,
dziecko w~sposób naturalny stanie się pogodne, a~problemy same
się rozwiążą. Dziecko stanie się ludzką istotą wrażliwą na ból
innych. Wrażliwość na innych, radość, która wypływa sama z~siebie
-- rozwijają się stopniowo jako funkcje samego życia.


Bez względu na to, jak wiele studiujecie, ile czytacie
książek, ile teorii opanujecie, ten rodzaj wiedzy może być tylko
pomocą, lecz nigdy siłą prowadzącą do uspokojenia umysłu.


I~w~istocie, jeśli ktoś nie jest uważny, teoretyczne ćwiczenie
może nawet stać się przeszkodą. Ważną rzeczą jest pozbyć się
umysłu i~ciała i~przyjąć schronienie w~samej prawdzie. Polega to
na tym, by całą mocą rozpoznać prawdę, by szczerze żyć w~TERAZ
i~TUTAJ, które JEST waszym życiem.


Jeśli widzicie tylko różnice pomiędzy sobą a~innymi, łatwo
wpadacie w~rozdrażnienie lub stajecie się nadwrażliwi. Wysilacie
się, by zajmować się waszą małą jaźnią, strzec waszego małego
zamku, ochraniać jak najdokładniej swój odrębny byt. Wszystko to
w~końcu, tak czy inaczej, zniknie, czyż nie? Wróćcie więc do
punktu wyjścia, wróćcie do swego prawdziwego domu, domu, który
jest taki sam dla każdej istoty tego świata. Chciałbym zobaczyć
was przebudzonych ku waszej prawdziwej jaźni.

\end{document}
