\documentclass[a4paper,12pt]{article}
\usepackage{fnpos}
\usepackage{polski}
\usepackage{indentfirst}
\usepackage[latin2]{inputenc}
\usepackage[colorlinks,urlcolor=blue,linkcolor=black]{hyperref}
\usepackage{anysize}
\usepackage{framed}
\usepackage{fancyhdr}
\usepackage{graphicx}
\marginsize{2.5cm}{2.5cm}{3cm}{3cm}

\clubpenalty	10000
\widowpenalty	10000
\brokenpenalty	10000
\sloppy

\setcounter{secnumdepth}{0} % poziom numerowania sekcji (0 - numerowanie wylaczone)
\setcounter{tocdepth}{1}    % max. poziom sekcji umieszczanych w spisie tresci

\let\_=\dywiz

\def\Title{Zręczne środki: Pięć przeszkód}
\def\Author{Ajahn Sumedho}
\def\Translator{Andrzej Osiński}

\hypersetup{
	pdftitle={\Title},
	pdfauthor={\Author, tłumaczenie \Translator},
	pdfcreator={mahajana.net},
}

\pagestyle{fancy}
\lfoot{}
\cfoot{\thepage}
\rfoot{}

\lhead{}
\chead{\Title}
\rhead{}


\begin{document}

\begin{center}
	\null
	\addvspace{3\baselineskip}
	{\Huge \Title\par}
	\bigskip
	{\Large \Author\par}
	\bigskip
	{tłumaczenie i przypisy: \Translator\par}
	\addvspace{3\baselineskip}
	Skład wykonano programem \href{http://latex-project.org}{\LaTeXe}\\
	Tekst jest dostępny pod adresem \href{http://mahajana.net}{mahajana.net}
\end{center}
\addvspace{3\baselineskip}

\begin{center}
	Podczas letniej szkoły Towarzystwa Buddyjskiego, rok~1979.
\end{center}
 
\begin{quote}
	W ten sam sposób, jeśli te pięć przeszkód nie zostanie w~nim
	porzucone, mnich postrzega je jako dług, chorobę, więzienie,
	niewolę, drogę przez wyludnioną krainę. Lecz skoro tylko te pięć
	przeszkód zostanie w~nim porzucone, postrzega je jako brak
	zadłużenia, dobre zdrowie, zwolnienie z~więzienia, wolność,
	bezpieczne miejsce.\footnote{Za przekładem Thanissaro Bhikkhu:
	\textit{Handful of Leaves. Volume One: An Anthology from the
	Digha and Majjhima Nik\=aya}. Metta Forest Monastery, 2004.}

	\hfill(\textit{Kevatta Sutta, Digha Nik\=aya 11})
\end{quote}

\bigskip

W trakcie medytacji rozwijamy zrozumienie pięciu przeszkód\footnote
	{Pięć przeszkód na ścieżce duchowej, deformujących pojęcie
	rzeczywistości i~uniemożliwiających osiągnięcie skupienia
	(\textit{nivarana}): 1)~pożądanie zmysłowe
	(\textit{k\=ama-cchanda}, 2)~zła wola (\textit{vy\=ap\=ada}),
	3)~otępienie i~ospałość (\textit{thina-middha}), 4)~niepokój
	i~zmartwienie (\textit{uddhacca-kukkucca}), 5)~sceptycyzm
	i~zwątpienie (\textit{vicikicch\=a}). Czcigodny Sumedho naucza
	o~nich z~właściwą sobie prostotą, unikając systematyzacji.
	Z~uwagi na ograniczenia czasowe, czwarta z~przeszkód~---
	niepokój i~zmartwienie, nie została skomentowana w~tej
	mowie.}~---
w~jaki sposób, skoro którakolwiek z~nich się przejawi, badać ją i~zrozumieć, zaakceptować jej obecność i~nauczyć się jak z~nią postępować. Niekiedy możecie po prostu kazać jej odejść i~ona odchodzi; innym razem musicie pozwolić jej się w~pełni przejawić, aż sama się wyczerpie.


Rozporządzamy subtelnymi sposobami żywienia awersji wobec tego, co dla
nas nieprzyjemne, i~jesteśmy skłonni do bycia niezbyt szczerym wobec
naszych zamiarów. Przyzwyczailiśmy się do tego, iż zaledwie pojawi się
coś nieprzyjemnego, usiłujemy się od tego odsunąć, albo to zniszczyć.
Tak długo, jak jesteśmy uwikłani w~ten proces, nie doświadczymy ani
\textit{sam\=adhi}\footnote
	{Tu w~znaczeniu absorpcji (\textit{jh\=ana}).},
ani koncentracji\footnote
	{\textit{S\=amma-sam\=adhi} tj. właściwa koncentracja. Ósmy
	z~aspektów Szlachetnej Ośmiorakiej Ścieżki.}.
Tylko wówczas, kiedy te pięć przeszkód nie jest obecnych, albo nie
jesteśmy już do nich przywiązani, odnajdziemy spokój umysłu a~nasze
serce dozna skupienia.

Jedynie w~chwili, w~której dana przeszkoda się pojawia, możemy
faktycznie ją przeniknąć i~osiągnąć wgląd. Zapewne zdążyliście zauważyć,
że możecie uczęszczać na niektóre z~tych wykładów i~uzyskać głębokie
zrozumienie \textit{Dhammy}, lecz mimo to stale wpadacie w~złość bądź
strach, albo odczuwacie pożądanie rzeczy. Skoro pojawi się rzeczywisty
problem, nie jesteście uważni; jesteście skorzy dać temu opór tudzież
oburzać się, albo po prostu osądzać.

Pierwszy rok praktyki spędziłem jako \textit{s\=amanera}\footnote
	{Literalnie: mnich wiodący życie kontemplatywne, wyrzekający się
	konwencjonalnych zobowiązań i~egzystencji w~ludzkiej
	społeczności po to, aby odnaleźć pełną harmonię (\textit{s\=ama})
	z~naturą.}
w~klasztorze na północnym wschodzie Tajlandii. Nie byłem absolutnie do
niczego zmuszany, egzystując po prostu w~skromnej chacie. Każdego dnia
mnisi przynosili mi pożywienie, i~--- ponieważ nie znałem narzecza
tajskiego a~nikt nie rozmawiał po angielsku~--- nie odzywałem się do
nikogo. Zmysły nie były pobudzane do jakiegoś znacznego stopnia, tak
więc doszło do zubożenia wrażeń zmysłowych i~odczułem, iż staję się
wyjątkowo wyciszony~--- tak spokojny, iż w~istocie osiągałem
niewiarygodne stany błogości i~ekstazy. Siedziałem na ganku mojej
drobnej \textit{kuti}\footnote{chata} a~w~moich oczach wzbierały łzy
miłości wobec kąsających mnie moskitów. Byłem w~stanie snuć abstrakcyjne
rozważania o~,,wszystkich istotach, wszędzie'' i~odczuwać w~stosunku do
nich równie wielką miłość. Zapomniałem nawet o~moich wrogach
i~wszystkich tych, przez których cierpiałem w~przeszłości. Mogłem
kontemplować te górnolotne uczucia wobec ,,wszystkich istot'' głównie
dlatego, że nie musiałem razem z~nimi żyć.

Wówczas któregoś dnia, musiałem udać się do władz imigracyjnych, aby
przedłużyć moją wizę. Byłem zmuszony pojechać do miejscowości o~nazwie
Nong Khai, która znajduje się w~miejscu, gdzie przekraczacie Mekong na
granicy z~Laosem. Z~uwagi na moją nową, wrażliwą kondycję, zaledwie
wkroczyłem do miasta, byłem w~stanie postrzegać zjawiska znacznie
wyraźniej, aniżeli wcześniej. Ujrzałem troskę i~cierpienie na ludzkich
obliczach. A~potem, kiedy wmaszerowałem do Urzędu Imigracyjnego,
odczułem żelazną kurtynę nienawiści formującą się przede mną.
Dowiedziałem się później, że prowincjał przykazał urzędnikom, aby ci
wręczyli mi wizę. Nie stało to całkiem w~zgodzie z~przepisami i~zmusiło
to kancelistów do zajęcia stanowiska z~gruntu niesprawiedliwego. Z~tego
to powodu, przejawiali oni wobec mojej osoby postawę pełną awersji i~nie
przyznali mi wizy, co~--- z~uwagi na mój podwyższony stan
świadomości~--- wprawiło mnie w~nie lada zakłopotanie. Uczucie
niezmierzonej miłości, jakie żywiłem wobec wszystkich czujących istot,
poczęło niezmiernie szybko uchodzić.

Zanim dotarłem z~powrotem do klasztoru, wpadłem w~stadium szaleństwa.
Doczołgałem się do mojej \textit{kuti,} i~kolejne trzy dni spędziłem tam
uspokajając wszystko, co rozbudziło się podczas tej godzinnej wizyty
w~Urzędzie Imigracyjnym.

Po kilku miesiącach nabrałem zamiłowania do życia w~izolacji.
Egzystowanie w~ten sposób jest w~pewnym sensie bardzo romantyczne. Ileż
spokoju jest w~bytowaniu nie narażonym na kontakt z~ludzkimi
nieszczęściami albo w~unikaniu pobudzania zmysłów przez ich działania!
Przyroda sama z~siebie jest pełna spokoju; przyjemnie jest z~nią
obcować. Nawet moskity, o~których moglibyście sądzić, iż są szczególnie
drażniące, w~istocie nigdy nie są równie mocno irytujące, co ludzie.
W~rzeczywistości, życie z~moskitami wymaga znacznie mniejszych
umiejętności, aniżeli życie z~innym człowiekiem.

Bardzo się przywiązałem do takiego trybu życia, ale po upływie kilku
miesięcy musiałem udać się do Bangkoku. Przypominam sobie jak siedziałem
w~pociągu jadącym z~Nong Khai do stolicy. Nie chciałem z~nikim
rozmawiać. Po prostu siedziałem tam przepełniony górnolotnymi myślami,
które koncentrowały się wokół niesienia pomocy wszystkim istotom,
poświęcenia swojego losu ich dobru, \textit{Dhammy} oraz Buddy.
Przenikał mnie nieprzezwyciężony stan błogości. ,,Ach, w~jakże cudownym
stanie się znajduję!''~--- rozmyślałem. To zagmatwane, hałaśliwe
i~nieprzyjemne miasto położyło kres wszystkim tym dywagacjom;
w~przeciągu półgodziny mój umysł znalazł się w~stanie okropnego
pomieszania.

Począwszy od tych doświadczeń, począłem pojmować, iż ścieżka do
oświecenia nie polega na byciu odciętym od wszystkich antypatycznych
bodźców, lecz raczej na nauczeniu się zrozumienia tego, co postrzegamy
jako niemiłe bądź niewdzięczne. Te specyficzne warunki zostały
ustanowione nie bez przyczyny~--- po to, aby udzielić nam lekcji.
Nieważne jak bardzo ich nie chcemy, i~życzymy sobie, aby sprawy przyjęły
obrót odmienny; dzieje się jakoś tak, że one nie przestają dręczyć
naszego życia, póki ich sobie nie uświadomimy i~nie przekroczymy.

Moja pustelnicza egzystencja zakończyła się wkrótce potem. Miałem być
wyświęcony na mnicha i~żyłem z~Ajahnem Chah w~monasterze, gdzie nie
zezwolono mi na luksus praktyki ascetycznej. Musiałem żyć w~społeczności
mnisiej i~wykonywać powierzone mi obowiązki, nauczyć się wszystkich
zasad klasztornej dyscypliny, którą mnisi zobowiązani są przyswoić,
a~także żyć pod władzą innej osoby. Do tego czasu ledwie byłbym w~stanie
to wszystko zaakceptować; teraz zdałem sobie sprawę, że właśnie tego
w~istocie potrzebowałem. Z~pewnością nie potrzebowałem kolejnych ekstaz
błogości, które znikały zaledwie wydarzyło się coś nieprzyjemnego.

W Wat Pah Pong\footnote
	{Klasztor, w~którym rezydował Ajahn Chah~--- nauczyciel Ajahna
	Sumedho.}
odkryłem nieustanny strumień irytujących warunków wokół siebie, co dało
mi szansę nauczenia się jak sobie radzić z~pięcioma przeszkodami.

W innych tajskich klasztorach, w~jakich miałem okazję przebywać, fakt,
iż jestem człowiekiem z~Zachodu oznaczał, że mogę spodziewać się
wszystkiego, co najlepsze. Mogłem także wymigać się od pracy i~innych
przyziemnych czynności, których wykonania oczekuje się od mnichów,
mówiąc coś w~tym rodzaju: ,,Jestem teraz zajęty medytacją. Nie mam czasu
na zamiecenie podłogi. Każcie uczynić to komuś innemu. Jestem poważnym
medytującym''. Lecz kiedy przybyłem do Wat Pah Pong i~ludzie zaczęli
mówić: ,,To Amerykanin; on nie może spożywać tego samego mięsa, które my
jemy'', Ajahn Chah powiedział: ,,Będzie musiał jeść''. A~kiedy nie
spodobała mi się chatka do medytacji, jaką otrzymałem i~zażyczyłem sobie
lepszej, Ajahn Chah odrzekł: ,,Nie''.

Musiałem wstawać o~trzeciej nad ranem i~oczekiwać poranka śpiewając
i~medytując. Były także urywki z~\textit{Winaji}. Odczytywano je po
tajsku, czego z~początku w~ogóle nie rozumiałem; a~nawet później, kiedy
już pojmowałem język, słuchanie ich okazało się straszliwie nużące.
Usłyszeliście na przykład historię mnicha, który miał dziurę w~szacie
tyle a~tyle cali od jej kraju, i~musiał ją zaszyć przed świtem\ldots\ 
i~prześladowały mnie myśli: ,,Nie po to przyjąłem wyświęcenie!''.
Utknąłem tych skrupulatnych regułach, usiłując sobie wyobrazić, czy
dziura w~mojej szacie znajduje się cztery cale powyżej jej kraju czy też
nie, i~czy będę musiał zacerować ją przed świtem. Albo czytali coś na
temat przygotowania chusty do siedzenia, i~mnisi musieli wiedzieć, że
obręb tej materii powinien mieć tyle a~tyle cali szerokości; a~wówczas
któryś z~mnichów powiedział: ,,No cóż, widziałem chustę do siedzenia
z~innym obrębkiem, aniżeli ten''. I~mnisi zaczęli się nawet kłócić
o~kraj tej chusty do siedzenia! ,,Pomówmy o~poważnych sprawach~---
myślałem~--- sprawach tej miary, co \textit{Dhamma}''.

Kiedy doszły małostkowości codziennego życia i~uciążliwości związane
z~koniecznością egzystowania z~ludźmi o~tylu odrębnych temperamentach,
problemach i~charakterach; ludźmi, których umysły niekoniecznie były tak
natchnione, jakim przez cały czas wydawał się mój własny umysł, poczułem
olbrzymią depresję. Wówczas bez żadnych osłonek zostałem skonfrontowany
z~pięcioma przeszkodami. Nie było ucieczki. Byłem zmuszony nauczyć się
lekcji, jaką gotowe mi one były udzielić.

Jeżeli chodzi o~pierwszą z~przeszkód~--- chciwość~--- bylibyście
zaskoczeni pewnymi z~jej postaci, jakie przyjmuje w~środowisku mnichów.
Będąc ludźmi świeckimi, możecie spędzać czas próbując odnaleźć
odpowiednie obiekty, ale ponieważ mnisi żyją w~celibacie i~dysponują
nieznaczną własnością, nasza chciwość koncentruje się wokół przedmiotów
takich, jak szaty albo miski jałmużnicze. Wolno nam spożywać jeden
posiłek dziennie, stąd też wokół pożywienia mogą narosnąć ogromne
pokłady pożądania i~awersji. W~Wat Pah Pong byliśmy zmuszeni
zaakceptować taką chatę, jaką nam przydzielono, stąd też niekiedy
możecie mieć szczęście, otrzymujecie bardzo przyjemną, a~innym razem~---
niezbyt uroczą. Lecz wówczas jesteście w~stanie obserwować niechęć, jaka
powstaje, kiedy otrzymujecie coś, co wam się nie podoba, ewentualnie
przyjemność~--- gdy uzyskacie coś, co wam odpowiada.

Przez pierwsze miesiące wpadłem w~obsesję na punkcie szat~--- a~ściślej
ich koloru; możecie w~to wierzyć bądź nie. W~klasztorze, gdzie wcześniej
przebywałem, noszono szaty o~barwie jasnej pomarańczy, z~gatunku tych
,,bijących po oczach''~--- i~nie był to kolor w~moim guście. Kiedy
przybyłem do Wat Pah Pong, mnisi odziewali się w~szatę o~odcieniu ochry
wpadającym w~żółcień bądź brąz, i~z~miejsca rozwinąłem w~sobie ogromne
pragnienie posiadania takiej szaty. Z~początku nie chcieli mi jej dać;
musiałem nadal nosić pomarańczową, jedną z~rodzaju tych ,,bijących po
oczach'', i~owładnęła mną zachłanność, aby otrzymać nową, obszerną
szatę. Szaty w~Tajlandii nigdy nie były na mnie właściwie dopasowane,
tymczasem w~Wat Pah Pong szyto je na miarę; otrzymywaliście szatę uszytą
przez krawca. W~końcu, po jakimś miesiącu, Ajahn Chah zaproponował, iż
szatę uszyje dla mnie jeden z~mnichów, ale wówczas ogarnęła mnie obsesja
na punkcie jej koloru. Nie chciałem, aby była nazbyt brązowa,
a~jednocześnie nie chciałem zbyt wiele czerwieni. Doświadczyłem szeregu
zmartwień i~rozpaczy usiłując uzyskać właściwy kolor szaty!

Jakkolwiek w~godzinach popołudniowych nie wolno nam było spożywać
posiłku, \textit{Winaja} zezwalała na pewne rzeczy, a~jedną z~nich był
cukier. W~ten sposób odkryłem, iż prześladuje mnie niesłychana mania
słodyczy, podczas gdy wcześniej w~istocie nie troszczyłem się o~nie
w~ogóle. W~Wat Pah Pong, raz na dwa-trzy dni serwowano popołudniami taki
słodki napój, i~każdy zaczynał uprzedzać myślami ten dzień, w~którym
zechcą nam podać herbatę z~cukrem, albo słodzoną kawę. A~niekiedy nawet
ugotowano nam kakao! Kiedy gruchnęła wieść, że wieczorem otrzymamy
kakao, nikt nie mógł myśleć o~niczym innym.

Pożądanie seksualne nie było dla mnie w~owych dniach problemem, ponieważ
moja mania skoncentrowała się na cukrze i~słodyczach. Nocą udawałem się
na spoczynek i~śniłem o~ciastkarniach. Właśnie siedziałem przy stole
wsuwając najbardziej mięsiste ciastko do ust, budziłem się i~myślałem:
,,Gdybym tylko mógł skosztować jeden kęs!''.

Zanim przybyłem do Tajlandii, spędziłem kilka lat w~Berkeley,
w~Kalifornii, gdzie panował niezły zwyczaj ,,robienia tego, co się wam
podoba''. Nie miało sensu podporządkowanie się komuś, lub poddanie
jakiejkolwiek dyscyplinie. Ale w~Wat Pah Pong musiałem przestrzegać
tradycji, jaką nie zawsze lubiłem, i~która nie zawsze mi się podobała,
i~to w~sytuacji, w~której nie miałem żadnej władzy. Nie miałem nic
przeciwko temu, aby być posłusznym Ajahnowi Chah; szanowałem go. Ale
niekiedy musiałem wykonywać polecenia mnichów, których niespecjalnie
lubiłem, i~o~których sądziłem, iż są ode mnie gorsi. Tajscy mnisi w~Wat
Pah Pong w~znacznym stopniu mnie krytykowali, podczas gdy w~innych
monasterach przez cały czas mnie chwalono. Mówiono do mnie: ,,Jakże
jesteś piękny!". Po raz pierwszy w~życiu poczułem się w~ogóle skończenie
piękny. ,,A jaką piękną masz skórę!''. Uwielbiali jasną karnację skóry
i~jakkolwiek moja skóra nie jest specjalnie piękna, jest biała.
Tymczasem w~Wat Pah Pong, mnisi mówili: ,,Masz obrzydliwą skórę
z~brązowymi cętkami''. Miałem wówczas około trzydziestki i~byłem stale
przewrażliwiony na punkcie starzenia się, a~oni stawiali pytanie: ,,Ile
masz lat?''. Odpowiadałem: ,,Trzydzieści trzy''. A~oni dziwili się:
,,Doprawdy? Sądziliśmy, że przynajmniej sześćdziesiąt''. Potem
krytykowali mój sposób poruszania się i~twierdzili: ,,Nie umiesz
prawidłowo chodzić. Nie jesteś wystarczająco uważny, kiedy chodzisz''.
A~kiedy brałem do ręki torbę~--- dali mi torbę~--- i~po prostu ją
zarzuciłem na ramię, myśląc: ,,To nie jest takie istotne''; oni
pouczali: ,,Zarzuć tę torbę należycie. Weź ją w~ten sposób, złóż ją,
a~następnie połóż ją tuż przy sobie, w~taki a~taki sposób''.

Sposób, w~jaki spożywałem posiłek, sposób, w~jaki się poruszałem
i~sposób, w~jaki mówiłem~--- wszystko to było poddawane krytyce
i~wyśmiewane; lecz coś nakazywało mi tam pozostać i~przetrwać to.
W~istocie nauczyłem się podporządkować tradycji i~dyscyplinie~--- jednak
zabrało to kilka lat, naprawdę, ponieważ zawsze istniał we mnie silny
opór. Ale począłem pojmować mądrość wypływającą z~przestrzegania
dyscypliny \textit{Winaji}, która nie jest taka oczywista, kiedy się
czyta skrypty poświęcone \textit{Winaji}. Żywiąc jakieś opinie na temat
tradycji, jak również i~samej \textit{Winaji}, moglibyście sądzić: ,,Ta
reguła nie jest niezbędna''. I~bylibyście w~stanie spędzić wiele godzin
dziennie, racjonalizując sprawę i~artykułując: ,,Jesteśmy w~XX wieku; te
sprawy nie są niezbędne''. I~zaobserwujecie, jak powstaje w~was i~jak
rozprzestrzenia się niezadowolenie, i~będziecie sobie może zadawać
pytanie: ,,Czy to jest cierpienie?''. Przyglądniecie się waszym reakcjom
na fakt bycia korygowanym, krytykowanym bądź dowartościowywanym.

Z czasem rozwinie się zrównoważenie. Każdy zorientuje się, że złość,
irytacja i~awersja zaczynają się uspokajać. A~skoro tylko wasz umysł
przestanie żywić skłonność do obecności niechęci, zaczniecie zażywać
pewnej radości, a~także pewnego pokoju umysłu.

Nabierając zaufania do praktyki i~do nauczyciela, a~także do klasztoru,
rozwinąłem pewien rodzaj natrętnego przywiązania do tego miejsca. Nie
byłem już w~stanie dostrzec w~nim żadnych usterek i~czułem, że to było
właśnie to, co należy uczynić. Do monasteru przyjeżdżali ludzie, a~ja
sądziłem, że ich nawracanie jest moim obowiązkiem. Potrafię zrozumieć,
co muszą czuć misjonarze. Doświadczacie niewiarygodnego natchnienia;
ogromnego przywiązania do tego, co wam pomogło i~co obdarzyło was
szczęściem oraz wglądem. Czujecie się przymuszeni wewnętrznie do
opowiedzenia wszystkim o~tym, niezależnie od tego, czy oni chcą tego
słuchać, czy też nie.

Wszystko było w~porządku tak długo jak ludzie Zachodu, którzy tam
przybywali, zgadzali się ze mną. To było miłe; mogłem ich inspirować
a~oni czuli ten sam zmysł poświęcenia, i~wspieraliśmy siebie nawzajem.
Mogliśmy się wspólnie zbierać i~dyskutować o~naszej tradycji, oraz
o~naszym nauczycielu, jako o~najlepszym z~wszystkich, oraz o~tym, jakim
to trafem odkryliśmy coś cudownego. A~wówczas nieuchronnie przybywał do
klasztoru jakiś negatywnie nastawiony Amerykanin czy Anglik, i~nie
nabierał się na nic z~tych rzeczy.

Taka szczególna sytuacja miała miejsce gdzieś w~trakcie mojego piątego
roku pobytu w~Wat Pah Pong, kiedy przyjechał Amerykanin, który przebywał
w~Centrum Zen w~San Francisco. Nie ustawał w~wynajdywaniu błędów
w~osobie Ajahna Chah, w~Wat Pah Pong, w~buddyzmie Therawady,
w~\textit{Winaji}~--- we wszystkim. Był dość inteligentnym człowiekiem
i~z~pewnością dysponował znacznym doświadczeniem w~przemierzaniu ścieżek
od jednego nauczyciela do innego, od jednej aśramy\footnote{pustelnia}
do innej, od jednego klasztoru do innego; oraz wynajdywaniu w~nich
błędów. Zasiało to wątpliwości w~ludzkich umysłach: ,,Może rzeczywiście
jest na to lepszy sposób, szybsza droga. Może Ajahn Chah jest
staroświeckim nikim?''. W~Indiach przebywał nauczyciel, który prowadził
kursy medytacji, na których ludzie osiągają stopień
\textit{sot\=apanna}\footnote{Literalnie: wkraczający w~strumień.
Najniższy stopień świętości pośród szlachetnych uczniów Buddy
(\textit{aryia-puggala}).}. ,,Naprawdę nie wiem, czy jestem już
\textit{sot\=apanna}, czy też nie. Gdybym miał nauczyciela, który
przyjdzie do mnie i~powie, sprawdzi: byłoby niezłe mieć świadomość,
w~jakim się jest punkcie medytacji''. Ajah Chah niczego do was nie
mówił. Toteż odkryłem olbrzymią awersję wobec tego Amerykanina, czułem
potrzebę rozerwania na strzępy wszystkich innych odmian buddyzmu,
każdego z~nauczycieli, każdej możliwej alternatywy. Stałem się
niezmiernie krytyczny, i~za każdym razem, kiedy ktoś głosił: ,,Znam
lepszy system'', natychmiast~--- zamiast słuchać dlaczego jest
lepszy~--- odnajdywałem każdą ewentualność dlaczego jest gorszy. Tak
więc rozwinąłem nawyk rozdzierania na strzępy innych nauczycieli
i~tradycji. Ale nie przyniosło mi to radości. Zacząłem spostrzegać
cierpienie w~stałym przymusie obrony czegoś i~rozdzieraniu na strzępy
wszystkiego, co zagraża bezpieczeństwu, jakie znajdujecie
w~przywiązaniu.

Jeśli nigdy nie zrozumiecie w~pełni zwątpienia, natury niepewności
w~waszym umyśle, wówczas będziecie się czuć przez nie przytłoczeni,
a~kiedy ktoś się odezwie: ,,Znam lepszy sposób, szybszą drogę'',
zaczniecie wątpić: ,,Może rzeczywiście istnieje lepsza droga, szybsza
droga''. Potem opiszą wam tę lepszą ścieżkę w~bardzo racjonalny sposób,
a~wy pomyślicie: ,,Cóż, może tak należy postępować''. Lecz jeśli
czujecie się przywiązani i~lojalni wobec waszego nauczyciela,
rozważycie: ,,Nie mogę tego uczynić~--- lepiej wykonywać to wolniej
i~być pewnym''. Wówczas zaczniecie tłumić każdego, kto podda ideę
lepszej bądź szybszej drogi.

Jednak sprawą wagi istotnej jest zrozumienie wątpiącego umysłu.
Spostrzegłem, że nie ode mnie zależy decyzja, jaki jest najlepszy albo
najszybszy sposób uczynienia czegokolwiek, ale zrozumienie własnej
niepewności. Tak więc zacząłem badać stan mentalny, jaki pojawiał się
w~umyśle ogarniętym zwątpieniem i~po czasie jąłem akceptować każdy
rodzaj zwątpienia, postrzegając je w~kategoriach zmieniających się
warunków.

Raz, kiedy byłem w~Bangkoku, ludzie porównywali między sobą religie,
i~starałem się okazać dużą tolerancję oraz zaakceptować przekonanie, że
wszystkie religie są równie dobre, nawet jeśli w~istocie tak nie
myślałem. Próbowałem zawsze powiedzieć coś dobrego, na przykład o~tym,
iż cel jest wspólny, i~że powinniśmy miłować chrześcijan oraz żywić
wobec nich \textit{mett\=a}\footnote
	{Miłująca życzliwość; jedna z~czterech boskich sublimacji
	(\textit{brahma-vihar\=a}).}.
Ale w~istocie byłem przekonany, iż buddyzm jest lepszy! Pewnego dnia
niepokoiło mnie to dosyć, gdyż pomyślałem: ,,A co się stanie, kiedy ktoś
ciebie zapyta <Jaka z~religii jest najlepsza>?''. Co wówczas odpowiesz?
No cóż, ,,buddyzm''~--- oto, co bym powiedział. Niemal natychmiast stało
się jasne, że jest to tylko opinia, a~opinie nie są stałymi
warunkami~--- są one pozbawione jaźni i~nie ma potrzeby, abyście
jakąkolwiek przejawiali bądź w~nią wierzyli. Nie muszę być arbitrem
twierdzącym, że jedna jest lepsza od drugiej. I~poczułem, że nie mam już
obowiązku zawracania tym sobie głowy albo koncypowania. Stało się jasne,
iż moim jedynym zadaniem jest bycie świadomym tego pragnienia poznania
prawdy oraz umiejętności określenia: ,,To jest lepsze od tamtego''.

Innym razem, wiele lat temu, popadłem w~obsesyjną zazdrość. Ponieważ
byłem starszym mnichem, czułem się w~obowiązku świecenia przykładem
doskonałego zachowania, i~zacząłem odczuwać zawiść, kiedy chwalono
innego mnicha. Ktoś na przykład powiedział: ,,Ten mnich jest lepszy niż
Sumedho'', i~czułem przemożną zazdrość wypełniającą mój umysł.

Poczucie, że w~konfrontacji z~innymi ludźmi bezustannie jesteście
zobowiązani się nie poddawać, ma charakter współzawodnictwa. Ale wówczas
zorientowałem się, że nie lubię zazdrości; jest ona wyjątkowo
nieprzyjemnym aspektem. I~tak popadłem w~zwyczaj jej tłumienia.
Praktykowałem \textit{mudit\=a}\footnote
	{Życzliwość i~radość wobec powodzenia innych; jedna z~czterech
	boskich sublimacji (\textit{brahma-vihar\=a}).}.
Kiedy ktoś oznajmiał: ,,Ten mnich jest lepszy od Sumedho'', powtarzałem
sobie: ,,Czyż to nie cudowne; on jest lepszy ode mnie'', albo: ,,Och,
jak bardzo się cieszę z~powodu tej osoby; jest ode mnie lepsza''.
A~jednak stale odczuwałem zazdrość! W~związku z~tym uświadomiłem sobie,
iż muszę przyjrzeć się samej emocji, i~że problem polega na tym, że
stale próbuję się jej pozbyć. Postanowiłem ją przywoływać jeszcze
w~większym zakresie; zacząłem koncentrować się na zazdrości
i~rozmyślałem o~wszystkich możliwych problemach, które ją rozbudzają.
Przyglądałem się uczuciu zazdrości i~zwyczajnie obserwowałem jego
zmienną naturę, aż po jakimś czasie zazdrość zaczęła słabnąć. Skoro
uraza i~wstręt się ulotniły, byłem w~stanie spostrzec, iż zazdrość jest
jedynie naturalnym warunkiem umysłu i~jako taka jest pozbawiona jaźni.

Senność albo mentalne otępienie jest innym doskonałym nauczycielem,
który pojawia się z~chwilą, kiedy życie klasztorne przestaje już was
inspirować. Tuż po wyświęceniu czujecie olbrzymią inspirację~---
przynajmniej ja taką odczuwałem~--- i~przepełnia was ogrom energii.
A~potem okazuje się, iż wasz umysł wypełnia znużenie. Zaczynacie
zasypiać w~toku medytacji siedzącej, albo podczas słuchania mów
\textit{Dhammy}. Siedzicie i~skupiacie się na waszym otępieniu,
pozwalając, aby umysł pogrążał się w~bezwolnych stanach; nie wkładacie
w~to absolutnie żadnego wysiłku, albo z~kolei silicie się opierać
myślowemu odrętwieniu

W Tajlandii, podczas dni lunarnych było w~zwyczaju medytować przez całą
noc aż do świtu. Z~początku, jako typowy Amerykanin ogarnięty ideą
współzawodnictwa, chciałem prezentować się jak najlepiej na tle innych.
Siedziałem więc samą siłą woli, trzymając się sztywno przez całą noc.
I~spoglądałem na tajskich mnichów; niektórzy osuwali się, inni nieomal
przewracali na podłogę, i~oto zjawiła się pogarda: ,,Jestem lepszy! Nie
pozwolę sobie na to, aby poddać się senności albo otępieniu''. Ale po
chwili siła woli zaczęła zanikać, i~spostrzegłem, że osuwam się
i~uderzam twarzą o~podłogę. Odczułem wstręt wobec tego stanu mentalnego
i~zmusiłem się do zachowania przytomności wyłącznie dzięki sile woli.

Oznaką otępienia umysłu jest świadomość, że pogrążacie się w~stanie,
w~którym w~ogóle nie wiecie co się dzieje i~zaczynacie miewać
halucynacje. A~zatem zastanowiłem się nad tą przeszkodą~--- jeśli jej
nie lubicie, stanowi to rzeczywisty problem. Usiłowanie pozbycia się
czegoś, co wam nie odpowiada, jest symptomem
\textit{dukkha}\footnote{cierpienie}. Pomyślałem więc: ,,Zaakceptuję to;
zapoznam się z~uczuciem senności i~otępienia''. Chociaż przypuszczałem,
że zasnę i~zhańbię się na oczach innych mnichów, odkryłem, że można
skupić się na samym uczuciu senności. Kontemplowałem uczucia pojawiające
się wokół oczu, a~także symptomy ciała; obserwowałem warunki mentalne
i~nawykowy opór wobec senności. W~ten sposób wkrótce przeszkoda ta
przestała być dla mnie problemem.

Mądrość pojawia się w~naszym życiu z~chwilą, kiedy pojmiemy zjawiska,
jakich doświadczamy tu i~teraz. Nie musicie dokonywać szczególnych
czynów. Aby przekroczyć ból, nie musicie doświadczać wszelkich jego
ekstremalnych przejawów. Ból, z~jakim się spotykacie w~waszym codziennym
życiu jest wystarczający, aby was oświecić. Wszystkie te uczucia głodu
albo pragnienia, niepokoju bądź zazdrości albo strachu, a~także
pożądanie, chciwość i~senność~--- wszystkie możemy traktować jako
nauczycieli. Zamiast się na nie oburzać, pytając: ,,Cóż uczyniłem, aby
na to zasłużyć?'', powinniście oznajmić: ,,Dziękuję wam z~całego serca.
Któregoś dnia będę musiał przyswoić tę lekcję; lepiej zrobić to teraz,
niż odkładać na później''.

%% CC-BY
\vfill
\begin{framed}
	\parindent	0pt
	\parskip	1ex
	\sffamily
	\small

	\centerline{\href{http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/}{\includegraphics[scale=0.5]{by-sa.pdf}}}

	\copyright\ Misja Buddyjska -- Trzy Schronienia w~Polsce 2009, Pewne prawa zastrzeżone.

	O ile nie jest to stwierdzone inaczej, wszystkie materiały na tej stronie są
	dostępne na \href{http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/}
	{licencji Creative Commons Attribution ShareAlike 3.0}.

	Tytuł: \Title

	Tłumacznie: \Translator\ dla \href{http://mahajana.net/}{mahajana.net}
\end{framed}
\vfill

\end{document}
